Wiersze z Koła nr 2

Wrzesień 22nd, 2011 Wpisane w Ostatnie wpisy

Przedstawiamy kilka wierszy uczestników spotkania poetyckiego w Kole nr 2 w dniu 13 09 2011r.

Ostatnie spotkanie

Spotkała  sarna głodnego wilka
Mój drogi wilku, mój miły panie
– Zamieniła słóweczek kilka
– Chcę cię zaprosić dziś na spotkanie

Przyszedł na ucztę z miną niewinną
Zjadł bardzo smacznie …
… Sarnę gościnną.

Fraszka

Gdyby powstał Piast Kołodziej
nigdy by nie uwierzył
jakim autem jeździ  złodziej

POLSKIE GÓRY 

Ostre, skaliste grzbiety,
W głębi wąwozu kamienna ścieżka
Góry Sudety,
Ze szczytem Śnieżka.

 Spienione potoki, rzeźbią skalne łoże,
Nad szczytami zawieszone chmury
Tworzą przestworze.
Karpaty, Sudety, Tatry, polskie góry.

 Srebrzyste szczyty, wyniesione w blasku,
Cichnie głos świstaka, Wodogrzmoty Mickiewicza.
Spadająca woda wśród skał w potrzasku,
To gór tajemnica.

Niespotykane widoki,
Morskie Oko, jezioro polodowcowe,
Kamienne opoki.
Wapienne głazy, ściany granitowe.

 Zgarbiona limba rzuca cień ponury.
Groty, jaskinie, podziemne korytarze.
Polskie góry – cuda natury.
Twoich i moich marzeń.

 A na dolinach z początkiem maja,
Powietrze górskie, skąpane deszczem.
Miliony krokusów łąki przystraja,
Cóż piękniejszego może być jeszcze?

 Jan Kulik  Warszawa dnia 05.08.2011

Pojutrze

Drobne krople jak łzy skapywały z nieba,
z każdą chwilą wiatr wzmagał, zaczęła się ulewa.
Oberwała się chmura, zalało studzienki,
Woda spływa do mieszkania, co robić? Boże Wielki!

I znów kaskada wody naciera na mury,
w ziemi robią się wyrwy, w jezdni wielkie dziury,
już podmyło mosty, nie jeżdżą koleje,
świat śledzi wydarzenia, wszędzie źle się dzieje.

Na ulicach łódki, pontony, kajaki,
Ludzie wyciągają schowane gumiaki,
Ratują co mogą ….będą spali w szkole,
ich dom się rozleciał, budowany w mozole.

Niejednemu, dziś, wczoraj, łza z oczu poleci,
Jak sobie damy radę?., pytają wciąż dzieci.
Rząd wysupłał grosze, PZU nie płaci,
czekają na uchwałę, któż się tu wzbogaci?

Lato, jesień przeszła, już nastała zima,
a ja swego domu, nadal, ciągle nie mam.
Jestem jak wędrowiec, żebrak, co wciąż czeka,
na własne mieszkanie i odszkodowanie.

Ale czy w tym państwie, ktoś taki się liczy?,
może z Panów Posłów, ktoś mój ból wykrzyczy!
Nadzieja matką głupich, lecz kocha swe dzieci,
wierzę , że i dla mnie słoneczko zaświeci.

Autor Urszula Brandys

Przepraszamy, ale komentarze są obecnie wyłączone.